Bitki cielęce duszone w białym winie z cytryną

Cielęcina to, oprócz indyka, gęsiny i dziczyzny, moje ulubione mięso. Te gatunki mięs goszczą na naszym stole bardzo często i ciągle wymyślam nowe połączenia smakowe, bo bardzo nie lubię nudy w kuchni. Uwielbiam zrazy z cielęciny (klik), ale chyba równie mocno uwielbiam bitki, które przygotowuję na różne sposoby. Zasada jest zawsze jedna, mięso musi być idealnie kruche, miękkie i aromatyczne, ponieważ nie toleruję mdłego jedzenia i twardej podeszwy zamiast mięsa na talerzu 🙂

Jednym z moich ulubionych sposobów na bitki cielęce, jest duszenie ich w białym winie, z dodatkiem cebuli i cytryny. Cytryna to taki mocno cielęcinowy dodatek 🙂 Mówi się, że “cytryna i cielęcina bardzo się lubią”, to prawda. Są takie połączenia idealne, jak maliny i czekolada, gęś i jabłka z majerankiem… To jest takie jedno z tych super połączeń. Do mięs, zwłaszcza tych ciemniejszych (chociaż cielęcina, to bardzo jasne mięso, zalicza się do czerwonych mięs), pasuje dodatek wina, brandy, wódki czy innego alkoholu. Mięso nabiera wspaniałego aromatu, do tego podczas pieczenia czy duszenia wspaniale mięknie i jest po prostu pyszne 🙂

Możecie dzisiejsze danie potraktować jako codzienny obiad, albo poprzez dodatek cudownych składników, jako propozycję na specjalne okazje. Bo chociaż bitki, to takie , mogłoby się wydawać, pospolite danie, to po spróbowaniu tej wersji, zdecydowanie można zmienić zdanie.  Mięso jest idealnie kruche, a sos? Nie da się opisać jak jest pyszny, aromatyczny, po prostu idealny. Delikatna kwasowość cytryny, miesza się z aromatycznym winem, charakterną cebulą, a całość, jak zazwyczaj, uzupełniają pięknie przyprawy. Smaki cudownie się przeplatają, wszystko tutaj gra i pasuje 🙂

Danie jest stosunkowo proste, nie wymaga wielkiej pracy, więc lubię przygotowywać je w Święta, aby mieć troszkę więcej czasu dla siebie 🙂 A gdy mięso się dusi, mogę spokojnie zając się moimi ukochanymi ludźmi, ewentualnie pamiętając aby podlać delikatnie mięsko.

 

 

 

Co potrzebujemy:

4 plastry udźca z cielęciny (im młodsza, tym lepiej)

1 cebula

180-200 ml dobrej jakości białego wina (lubię tutaj używać amerykańskiej odmiany typu Muscat) o delikatnym bukiecie i kwaskowo-słodkim aromacie

cytryna ekologiczna

sól morska i kłodawska

przyprawy: pieprz biały, odrobina granulowanego czosnku, suszona cebulka, suszona granulowana cebulka, 2-3 kuleczki ziela angielskiego, odrobina tymianku, liść laurowy, kilka ziarenek pieprzu (ja używam kolorowy), mielona gałka muszkatołowa, suszona natka pietruszki; oprócz tego używam 2 przyprawy Kamis “Grzanki złociste” oraz “Czosnek staropolski”, obie o bardzo dobrym składzie

2-3 łyżki dowolnej mąki, ja używam ryżową

olej kokosowy do smażenia (rafinowany)

 

Co robimy:

Ja cielęcinę zawsze po przyniesieniu do domku kroję w plastry, pakuję w oddzielne woreczki i zamrażam. Polecam zamrozić chociażby na 2 dni, ponieważ mrożone mięso po przyrządzeniu jest o wiele bardziej kruche. Mimo iż cielęcina jest delikatna, to jednak to mrożenie jeszcze bardziej pomaga w osiągnięciu super struktury dania.

Mięso rozmrażam, każdy kawałek rozbijam tłuczkiem (przez folię spożywczą, aby nie pryskało) cienko, jak na zrazy. Im cieniej, tym kruchsze i smaczniejsze będą bitki.

Każdy rozbity kawałek obficie skrapiam sokiem cytryny (około 1/2 cytryny), z obu stron posypuję białym pieprzem i dosłowni odrobinką soli morskiej z jednej strony posypuję delikatnie gałką muszkatołową (nie za dużo) oraz dodaję czosnkową przyprawę Kamis do grzanek, której skład jest super i idealnie tutaj pasuje (dodaję niewielką ilość).

Przyprawione mięso obtaczam w mące, otrzepuję z jej nadmiaru.

Na patelni rozgrzewam olej i obsmażam mięso z obu stron, nie za długo. Przekładam do żeliwnego garnka. Na tej samej patelni podsmażam cebulkę pokrojoną w piórka. Ja lubię po pokrojeniu sparzyć cebulę na sitku gorącą wodą, powoduje to, że jest delikatniejsza w smaku i dla naszych brzuszków 🙂 Naturalnie nie trzeba tego robić.

Cebulę dosłownie lekko szklę, minutkę. Dolewam nieco ciepłej wody i chwilkę duszę, dodaję odrobinę wina, suszony czosnek, suszoną i granulowaną cebulkę. Zbieram w ten sposób wszystkie smaki z patelni. Całość przelewam do mięsa, garnek stawiam na palniku. Dodaję do niego resztę wina, ziele angielskie, nieco białego pieprzu, szczyptę soli kłodawskiej, liść laurowy, ziele angielskie i kilka ziarenek pieprzu. Płyn powinien pokrywać mięso, w razie czego można dodać ciepłą wodę. Zagotowuję, przykrywam i duszę na małym ogniu. Od czasu do czasu (1-2 razy) podlewam odrobiną gorącej wody. W połowie duszenia dodaję natkę pietruszki, tymianek, “czosnek staropolski”. Pod koniec dodaję nieco soku z cytryny, smakuję i ewentualnie dodaję więcej soli i pieprzu.

Sos powinien być gęsty, ale nie można pozwolić aby w całości wyparował. Dlatego dolewamy wody tylko troszkę, jednak musimy pamiętać, że mięso i cebula mogą lekko przywierać do dna garnka, więc płynu nie może zabraknąć.

Całość dusimy do miękkości mięsa, w zależności od gatunku i wieku cielaczka, będzie to wynosiło od 1 do 1,5 godziny, mięso musi być wyczuwalnie miękkie i pod dotknięciu widelcem powinno łatwo się rozdzielać na kawałki bez użycia noża, wówczas jest idealne.

Lubię, gdy po przygotowaniu całość “odpocznie” w garnku przez chociażby godzinkę, a smaki dojrzeją. Podajemy na ciepło z kawałkiem cytryny, delikatnymi warzywami (polecam duszoną cukinię), surówkami, pasuje wszystko co kwaskowe (ogórki kiszone, marynowane czy konserwowe, kapary).

Smacznego!

 

 

No Comments

Leave a Comment