Chrupiące placki ziemniaczane z piekarnika (bez glutenu)

Placki ziemniaczane lubi chyba każdy. Są takie dania, których smak, to taki nasz, domowy, polski, sielski smak. Jeżeli jednak pragniecie zdrowszej alternatywy do tych tradycyjnych smażonych, nieco zbyt tłustych placków, to ten przepis będzie dla Was idealny!

Próbowałam wielu przepisów na placki pieczone, ale bliżej im było do babki ziemniaczanej, były mokre. Szukałam wielu proporcji, bawiłam się składnikami. Aby placki wyszły takie jak trzeba, baaaardzo chrupiące i mocno podobne do tych tradycyjnych (a wszyscy twierdzą, że są tak samo dobre, a nawet lepsze!), to wcale nie potrzeba wielkiej filozofii. Ot cała tajemnica tkwi w… ziemniakach. Tak! W podstawowym składniku. Już wyjaśniam o co chodzi.

 

Po pierwsze gatunek ziemniaków. Muszą to być koniecznie ziemniaki niskoskrobiowe, czyli najlepiej ziemniaki typu A – sałatkowe. Jednak i one są różne, wiadomo, smak, ilość, wody. Najlepsze są zwarte, mocno żółte ziemniaki, odmian średniowczesnych, takie jakie możecie chociażby kupić w Lidlu – ziemniaki Bio, ale uwaga! Musicie sprawdzić etykietkę z tyłu, ponieważ te same opakowania bio ziemniaków z Lidla zawierają różne odmiany i te sałatkowe, jak i te mączne (idealne na kopytka swoją drogą, na które przepis również będzie), a na opakowaniu jest podana nazwa gatunku. Chodzi konkretnie o odmianę – BERNINA. Jednak każde mocno żółte, zwarte, koniecznie typu A, będą ok. Jeżeli jednak możecie, to skorzystajcie z tej odmiany. Ziemniaki typu B czy C (mocno skrobiowe) są zbyt miękkie, nie wyjdą tak chrupiące, konsystencja nie zadowoli większości z Was.

 

Po drugie sposób przygotowania. Placki ziemniaczane jada się w Polsce z ziemniaków tartych drobniej lub grubiej, jednak te najbardziej tradycyjne, to te, starte na papkę (na okrągłych oczkach tarki). Tutaj taka konsystencja absolutnie się nie sprawdzi. Próbowałam trzeć ziemniaki na drobnych oczkach tarki i grubych. Te grube, to zupełnie coś innego, są smaczne, ale nie o to chodzi. Natomiast te, które były starte na drobnych oczkach tarki, najbardziej przypominały konsystencją tradycyjne oraz były chrupiące w sam raz – idealne wręcz, natomiast te z ziemniaków grubo tartych, miały tendencję do zbytniego przypiekania niektórych części placka, w środku były jednak zbyt miękkie.

Dodatkowo należy pamiętać, że należy bardzo dobrze odcisnąć ziemniaki z płynu – im mniej go w masie, tym lepiej, a także o tym, aby formować bardzo cienkie placki.

 

Wybór mąki jest dowolny, ale takie zestawienie, jakie podaję w przepisie, skutkowało smakiem idealnym, praktycznie nie do odróżnienia od klasycznych placków, a także odpowiednio wpływa na konsystencję i chrupkość placków. Nie polecam absolutnie dodatku żadnej skrobi, placki robią się gumowate.

 

 

Chrupiące placki ziemniaczane z piekarnika

 

 

Co potrzebujemy:

3 szklanki startych na małych oczkach ziemniaków (około 6-7) typu A – sałatkowych

1 niewielkie jajko

1 łyżka płynnego oleju kokosowego + do posmarowania wierzchu placków

2 łyżki mąki jaglanej

1/2 łyżki mąki ryżowej

sól, pieprz

łyżeczka granulowanej cebuli suszonej*

 

*nie dodaję surowej, startej, ponieważ pieczone bardziej smakują mi z cebulką suszoną

 

Co robimy:

Ziemniaki ścieramy na tarce o małych oczkach (nie na papkę, jak w przypadku placków smażonych). Po starciu każdego ziemniaka, odciskamy z niego płyn, przekładamy na sitko i trzemy kolejne.

W między czasie nastawiamy piekarnik na 200 stopni – termoobieg.

Ziemniaki ponownie odciskamy z płynu. Do miseczki wybijamy jajko, rozmącamy je widelcem. Dodajemy jajko do ziemniaków, następnie dodajemy mąki, olej, odrobinę soli i pieprzu oraz suszoną granulowaną cebulkę. Mieszamy. Masa nie ma takiej konsystencji jak na placki smażone, jest to bardziej zwarta masa ziemniaczana, bez widocznego płynu.

Dwie duże blachy z wyposażenia piekarnika wykładamy papierem do pieczenia, smarujemy go z wierzchu odrobiną oleju kokosowego (najlepiej przy pomocy pędzelka silikonowego). Łyżką nakładamy masę na papier (1 bardzo czubata łyżka na 1 placek) i za jej pomocą spłaszczamy mocno placki, pomagamy sobie dłonią, formując płaski placek – im cieńszy tym lepiej! Mi z tej porcji wychodzi 11 placków, bardzo cienkich o długości około 10 cm.

Jedną blachę (płytką) wstawiamy na 2 poziom od dołu , drugą (głębszą, lub jeżeli jest również płytka, to bez znaczenia) na 2 poziom od góry. Pieczemy na termoobiegu z dodatkowym obiegiem powietrza około 15 minut.

Następnie przełączamy piekarnik na funkcję grilla z termoobiegiem i pieczemy około 5-6 minut.

Po tym czasie zamieniamy blachy miejscami – tak aby placki z dolnej blachy również się zarumieniły. Pieczemy niecałe 5 minut.

Następnie przekładamy placki na drugą stronę – najlepiej przy pomocy łopatki, pieczemy jeszcze chwilkę aż spód placków lekko się zezłoci.

 

Wyciągamy placki z piekarnika, podajemy je od razu i jemy tak jak placki smażone – z czym lubimy najbardziej, na słodko, na słono.

 

Ja bardzo lubię placki z domowym dżemem, np. malinowym, ale przyznaję, że jednego zawsze jem z niewielką ilością cukru trzcinowego (tak wiem, bardzo zdrowo 😉 ) , a dla tych, którzy nie mogą, podobnie jak ja, jeść produktów mlecznych, zamiast śmietany polecam śmietankę kokosową albo krem kokosowy. Świetnie sprawdzi się masło migdałowe lub z innych orzechów. Ale chyba najbardziej lubię placki na słono, wówczas jem je z różnymi surówkami, pomidorami, z domowym ketchupem i majonezem, z pikantnym hashu czy bolognese… To tylko kilka przykładów, gdyby komuś zabrakło pomysłu 🙂 Naturalnie jemy jak chcemy 🙂

 

No Comments

Leave a Comment