Estońskie babeczki z białek z polewą malinową (bez glutenu, bez mleka)

Te babeczki białkowe są dosyć podobne do moich poprzednich wypieków na białkach, jednak efekt końcowy jest nieco inny. Składniki są również podobne, jednak sposób wykonania jest zupełnie inny, co wpływa na konsystencję wypieku i oczywiście smak.

Oryginalny przepis na estońską babkę z białek (Munavalgekook) zawiera tonę cukru, ciasto jest tak słodkie, że ciężko je zjeść nawet miłośnikom przesłodzonych wypieków. Podobno my Europejczycy lubimy mocno słodkie desery, a w Azji są często uznawane za niejadalne, za słodkie, niesmaczne, ich desery są dla nas często w ogóle nie słodkie i bardzo często uznane za “nie-desery” i trzeba robić ich europejską wersję na mocno słodko. Jednak to, co Estończycy nazywają babką z białek, nawet w pozostałych krajach Europy byłoby po prostu tak słodkie, że aż niedobre.

To ciasto wychodzi słodkie, bardzo wilgotne i ekstremalnie puszyste. Jest dosłownie jak pianka czy puszek. Myślę, że zasmakuje Wam równie mocno jak mi. Musicie tylko odpowiednio stosować się do przepisu i dobrze wymieszać białka, a cała reszta już pójdzie jak z płatka, bo przygotowanie jest śmieszne proste i szybkie.

 

Moje zmiany

Znalazłam kilka przepisów na estońską babkę z białek i praktycznie wszystkie są takie same. Na szklankę mąki zużywa się ponad 2 szklanki cukru pudru, czyli ponad 1 i 1/4 zwykłego. Okropne 🙂

Ja zmniejszyłam ilość cukru o ponad połowę, masło zastąpiłam olejem kokosowym. Mąki oczywiście są u mnie bezglutenowe, co skutkowało potrzebą zmian proporcji. Wyszło znakomicie 🙂 Babki są i tak nadal słodkie, ale nie zmniejszajcie już ilości słodzidła, bo stracą na strukturze i konsystencji.

Jeżeli jecie masło, to możecie je wymiennie użyć zamiast oleju kokosowego (musicie je najpierw rozpuścić i ostudzić).

Dodatkowo zastosowałam mój ulubiony trik (który nota bene poznałam ucząc się wykonywać ciasto szyfonowe) kilkukrotnego przesiewania mąki, dzięki czemu ciasto jest super puszyste (w sumie moje wychodzi bardziej puszyste niż oryginalne, do tego moja lekka zmiana proporcji powoduje, że ciasto zyskuje na strukturze).

 

Podobne zmiany wykonałam w moich rodzinnych przepisach na babkę białkową, ale przyznam, że tutaj napracowałam się nieco więcej, aby osiągnąć taki efekt, żeby ciasto przypominało oryginalne, dlatego proszę abyście specjalnie nie kombinowali z tym przepisem 🙂 . Jeżeli jednak macie wenę i chcecie ułożyć przepis sami, ze swoimi proporcjami, to odsyłam do oryginalnych przepisów tu, tu tu .

 

 

INNE PRZEPISY NA BABKI Z WYKORZYSTANIEM SAMYCH BIAŁEK

 

Na blogu znajdziecie również super wersję z mąką jaglaną i skrobią z tapioki (klik), a także w wersji paleo z mąką kokosową, którą wykorzystuję jako spód do ciast z owocami i galaretką, ponieważ nie rośnie tak jak te z innymi mąkami (klik)  Podobny przepis, wykorzystałam także do przygotowania pieczonych donatów (klik) oraz piernikowych mini babeczek (klik).

Oprócz tego najbliższa mojemu rodzinnemu przepisowi pod względem smaku i struktury jest babka piankowa z mąką ryżową i skrobiami (klik).

 

 

 

 

 

Estońskie babeczki z białek z polewą malinową

 

Co potrzebujemy:

(szklanka 240 ml, łyżka 15 ml, łyżeczka 5 ml)

4 białka z jajek – duże M/mniejsze L (wyjęte 30 minut wcześniej z lodówki)

1/2 szklanki mąki ryżowej (“Bezgluten”)

1 łyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia z sodą i kamieniem winnym (“Amylon”)

1 łyżka skrobi z tapioki (“Polfem”, ewentualnie “Bio Planet”)

1 łyżka skrobi ziemniaczanej (“Bio Planet”)

100 ml oleju kokosowego rafinowanego (płynnego, ostudzonego)

1 łyżka cukru waniliowego z dowolnego słodzidła (w pudrze, ok. 10 g, u mnie “Kotanyi”)

1/2 szklanki cukru trzcinowego*

szczypta soli

 

*Dla miłośników bardzo słodkich wypieków – można zwiększyć ilość o 2 łyżki (czyli 10 łącznie), jednak w oryginalnych przepisach jest około 1 i 1/4 szklanki – absolutnie nie polecam! Ciasto wychodzi i tak bardzo słodkie, z tak dużą ilością byłoby to niejadalne moim zdaniem.

 

Co robimy:

1. Białka wyjmujemy z lodówki aby nabrały temperatury pokojowej. Olej rozpuszczamy i studzimy.

Cukier trzcinowy mielimy w młynku na puder. Odejmujemy 2 łyżki (dodamy je do białek), a resztę przesiewamy do miski. Do tej samej miski przesiewamy mąki, cukier waniliowy w pudrze i proszek. Całość przesiewamy 3 razy. Odstawiamy.

Piekarnik nagrzewamy na 175 stopni. Foremki na muffinki (u mnie silikonowe i takie polecam) smarujemy bardzo delikatnie olejem.

2. W dużej misce (najlepiej stalowej) ubijamy białka ze szczyptą soli, gdy zwiększą objętość i nieco zgęstnieją dodajemy 2 łyżki pudru w odstępach. Miksujemy całość chwilę aż masa stanie się sztywniejsza, jednak nie za długo aby nie przebić białek.

3. Do białek przesiewamy (ponownie nad białkami) mąki z resztą suchych składników w 2 partiach. Delikatnie mieszamy całość silikonową łopatką, zagarniamy masę od dołu ku górze. Musimy to zrobić bardzo dokładnie aby cała mąka połączyła się z białkami, ale jednocześnie aby zachować puszystą strukturę, więc działamy stanowczo, ale delikatnie.

4. Na końcu do masy dodajemy ostudzony olej i mieszamy ponownie od dołu ku górze, tak aby olej dokładnie się połączył z resztą ciasta i nie oddzielał się od niego.

5. Przekładamy ciasto (jest bardzo puszyste) do foremek, około 2 łyżki na jedną, do 3/4 wysokości (podczas pieczenia mocno urosną i pod koniec nieco opadną).

Pieczemy na kratce, nie na blasze, na środkowym poziomie piekarnika około 15-17 minut do suchego patyczka (nie otwieramy wcześniej drzwiczek!).

Wyciągamy i studzimy w foremkach.

 

Ja, aby nieco “uświętnić” przepis, wykonałam kolorową polewę malinową. Można ten krok pominąć , ponieważ babeczki są pyszne i wystarczająco słodkie bez niej, jednak chciałam jakoś je ozdobić i taka różowa polewa wydała mi się w sam raz na wiosenne, wielkanocne babeczki.

Babeczki należy przechowywać w szczelnym pojemniku w temperaturze pokojowej, długo zachowują świeżość, puszystość i są wilgotne po 2-3 dniach, tak jak pierwszego.

 

Ciasto jest pyszne, puszyste i delikatne. Jest też dosyć słodkie, pomimo, że zmniejszyłam ilość cukru o ponad połowę w stosunku do estońskich przepisów. Jednak tutaj więcej już bym nie zmniejszała, bo ciasto będzie nadal smaczne, ale kompletnie straci na swojej charakterystycznej strukturze i puszystości.

 

Na polewę potrzebujecie:

1 szklanka pudru z erytrytolu lub innego słodzidła

odrobina wody (około 2-3 łyżki)

1/2 szklanki malin (mogą być mrożone)

łyżeczka oleju kokosowego

 

Co robimy:

Maliny przekładamy do rondelka, dodajemy 2-3 łyżki wody i podgrzewamy. Gdy się zagotuje, zmniejszamy gaz i lekko je ugniatamy widelcem. Gotujemy dosłownie chwilkę.

Przekładamy maliny wraz z sokiem na sitko i przecieramy dokładnie.

Otrzymany sok lekko studzimy, łączymy z olejem kokosowym i dodajemy do pudru (powoli, łyżka po łyżce, cały czas mieszając).

Konsystencję można regulować jak w przypadku zwykłego lukru – jeżeli jest zbyt rzadka, to dodajemy więcej pudru, jeżeli za gęsta – soku.

 

 

Dekoracja:

Polewą dekorujemy babeczki gdy będą już kompletnie ostudzone. Można je dodatkowo ozdobić kolorową posypką, wiórkami kokosowymi, startą biała wegańską lub gorzką czekoladą, czekoladowymi jajeczkami lub jakkolwiek lubicie najbardziej.

 

 

 

Pamiętaj:

† Aby prawidłowo odmierzyć mąkę, użyj łyżki, aby nabrać mąkę do miarki, a następnie wyrównaj powierzchnię. Nie przesypuj mąki do kubka ani nie czerp mąki miarką prosto z torby / pojemnika.

† Łyżka to 15 ml. Łyżka nie równa łyżce, dlatego polecam używać miarki 15 ml.

† Każda mąka ma inne właściwości, zamiast na siłę zmieniać rodzaj mąki (a także producenta) przejrzyj inne przepisy, czasami nie jest możliwa zamiana bez zmiany całej reszty proporcji. Więcej pisałam o tym TUTAJ .

No Comments

Leave a Comment

Secured By miniOrange