Jaglane bułeczki (bez pieczenia, bez glutenu, bez mleka, niskohistaminowe)

Zainspirowana przepisem Kingi Paruzel na pieczone, albo gotowane, w kąpieli wodno-parowej bezglutenowe bułeczki, postanowiłam zrobić swoją wersję, która będzie uwzględniać składniki odpowiednie w mojej diecie. Jest to pewnego rodzaju wariacja na temat pampuchów (klusek parowanych, parowańców, pyz poznańskich), z tym, ze tutaj nie mamy drożdży, nie lepimy kulek z ciasta, nie gotujemy ich na parze, tylko w kąpieli wodno-parowej. W tym przepisie bułeczki powstają w kokilkach, są smaczne, puszyste, prawdziwe buły 🙂

 

Podobnie jak Kinga, użyłam do moich bułeczek mąki jaglanej, ale naturalnie będę próbować wykonać je i z innymi mąkami. Poniekąd z ciekawości jak smakują, ale również aby przekonać się jak ewentualnie zmieniać proporcje.

W oryginalnym przepisie został użyty jogurt, ja mam alergię na białka mleka, więc teoretycznie można by było taki jogurt zastąpić po prostu jogurtem roślinnym. Jednak ze względu na nietolerancję histaminy, to niestety jest niemożliwe (przy HIT nie można jeść niczego poddanego fermentacji, do tego wiele szczepów pożytecznych bakterii działa tragicznie). Kolejnym produktem, który można użyć byłoby gęste mleczko kokosowe z puszki. No i znowu nie 🙂 Tym razem dyskineza woreczka żółciowego plus inne problemy z wątrobą i żołądkiem wykluczają ten produkt. Jeżeli możecie jeść te produkty, to odsyłam Was do przepisu autorki (klik) i możecie sobie spokojnie zastąpić jogurt krowi jogurtem kokosowym.

 

 

Ja jednak zmieniłam nieco proporcje, ponieważ czytałam komentarze, że wielu osobom wychodził zakalec. Przyjaciółka wykonała kilka razy wersję oryginalną, jej zdaniem te bułki wychodziły bardziej zbite i często zbyt zakalcowate.

Ja chciałam puszyste bułeczki, miękkie, ale zbite i zbyt wilgotne. Aby tego uniknąć popełniłam kilka prób, po czym doszłam do zadowalających mnie proporcji. Coś tam odjęłam, coś tam dodałam… 😉

Jogurt zastąpiłam mlekiem kokosowym (z kartonika) z odrobiną skrobi z tapioki i dodatkiem octu. Ilość innych składników również uległa zmianie. Robiłam wiele prób, część z nich zakończyła się różnie… Te proporcje, które Wam podaję, sprawdzałam kilka razy, mam nadzieję, że i u Was zdadzą egzamin.

 

 

 

 

Co będziemy potrzebować:

  • Głęboka patelnia z pokrywką, niski garnek lub rondel – to naczynie jest tutaj bardzo istotne. Nie może być za niskie, ponieważ bułeczki nie dadzą rady urosnąć, zbyt wysokie – będzie ciężko wyjąć bułeczki z gorącej wody, do tego pod ogromną kopułą inaczej rozchodzi się ciśnienie, a więc i para, co z kolei wpływa na dopieczenie i wyrośnięcie. Ja dwie bułki paruję w dwóch małych emaliowanyh garnkach z pokrywką z odpowietrznikiem. W innych garnkach, np. stalowych oraz w takich, w których pokrywka nie miała odpowietrznika nie wychodziło.
  •  Ja piekę w kokilkach 10 cm – i rozdzielam masę na 2 kokilki, lepiej się je piecze, są po prostu porządnie wypieczone w środku, w mniejszych są wyższe, ale trzeba je doprze parować, a i tak zdarzało się, że były w środku surowe. Uprzedzając pytania, wydaje mi się, że w silikonowych foremkach też wszystko powinno wyjść, ale są one mniej stabilne i wrząca woda oraz ciśnienie w garnku, mogą sprawić, że taka foremka zwyczajnie się wywróci.

 

Składniki:

17 łyżek mąki jaglanej w zależności od wielkości jajek (u mnie ‘Grano’) * (+/- 1 i 1/3 szklanki)

1 łyżeczka proszku do pieczenia

odrobina sody – dosłownie na czubku łyżeczki (1/5 – 1/6 łyżeczki)

szczypta soli

2 łyżki cukru trzcinowego/erytrytolu**

2 niewielkie jajka ***

50 ml mleka kokosowego rzadkiego z kartonika (Eco Mil bez cukru)

1 łyżka skrobi z tapioki

1 łyżka płynnego oleju kokosowego

1 łyżeczka octu****

 

*Ilość mąki jest istotna co do łyżki. Musimy działać na wyczucie, masa jest rzadsza niż ta na podlinkowanym filmiku. Gdy próbowałam otrzymać taką samą, moje bułki były zbyt sztywne. Jednak zbyt rzadka masa = zakalec.

**Jeżeli wolicie słodkie bułeczki dodajcie więcej. Z tą ilością bułki nie są słodkie, jednak nie rezygnujcie kompletnie ze słodzidła, dodajcie chociaż 1-2 łyżki, bez tego dodatku są jakieś takie nijakie. Nie polecam płynnych dodatków jak syrop klonowy.

*** Jajka kupuję ekologiczne. Ich wielkość ma tutaj bardzo duże znaczenie. Ekologiczne zazwyczaj nie są zbyt duże. Natomiast używałam też jajek w wersji mini dosłownie XXS od młodych kurek, w które zaopatruje mnie moja ciocia, są pyszne i delikatne, ale do tego przepisu zbyt delikatne i za małe. Przypuszczam, ze przy dużych jajkach należy zwiększyć ilość mąki.

****Osoby z nietolerancją histaminy dodają ocet spirytusowy, pozostałe osoby – dowolny.

 

 

Przygotowujemy większy, niezbyt wysoki garnek/rondel/głęboką patelnię i nalewamy wodę na wysokość około 2 cm. zagotowujemy. Ja gotuję w dwóch małych garnuszkach (szczegóły na temat użytych naczyń są wyżej).

Do mleka dodajemy skrobię z tapioki i mieszamy bardzo dokładnie aby nie pozostała ani jedna grudka. Dodajemy ocet, mieszamy raz jeszcze i odstawiamy.

Mąkę, cukier, sodę, sól i proszek przesiewamy przez sito. Jeżeli macie czas, to przesiejcie 2-3 razy, wpłynie to na puszystość bułek. Dodajemy jajka, olej i mieszankę mleka ze skrobią i octem. Mieszamy wszystko trzepaczką tylko do połączenia się składników.  Jeżeli konsystencja jest bardzo rzadka, można dodać 1 łyżkę mąki.

Masę przekładamy do kokilek na około 3/4 wysokości i wkładamy je do naczynia z parującą wodą, przykrywamy i gdy woda zacznie mocno wrzeć, zmniejszamy płomień. Uważajcie, aby przy wkładaniu bułeczek nie oparzyć sobie rąk i aby woda nie dostała się do środka kokilek! Przy przelewaniu masy do kokilek, nie mieszajcie w niej łyżką, nie odejmujcie co chwilę z jednej do drugiej ciasto, aby wyrównać ilość, ponieważ wówczas ich powierzchnia po upieczeniu będzie nierówna.

Parujemy bułeczki około 14-15 minut. Czas parowania będzie zależał od garnka jaki używacie, od wielkości i rodzaju kokilek. Można sprawdzić wykałaczką stan upieczenia w środku.

Wyjmujemy ostrożnie kokilki i tutaj ponownie trzeba uważać aby się nie poparzyć, a także aby kokilka po prostu nie wypadła Wam z rąk do wody…

Gdy już wyjmiemy kokilki, polecam je porządnie wystudzić. Następnie podważamy brzegi nożem i kładziemy bułeczki na kratce, aby nadmiar wody z nich po prostu odparował. Gdy rozkrawałam bułki zbyt szybko, zdarzało się, że były zbyt wilgotne. Chociaż niektórzy właśnie takie mocno wilgotne bułki lubią najbardziej. W sumie taka uroda tego typu wypieku, że mają być mocno mokre.

Moim zdaniem bułeczki smakują najlepiej po kilku godzinach, nadal są wilgotne, aczkolwiek w moim domu jest zwolennik jedzenia takich rzeczy na ciepło 😉 Bardzo dobrze smakują również na drugi dzień.

 

Bułeczki są świetne z przeróżnymi dodatkami. Możecie regulować ilość słodyczy w bułeczkach, mniej słodkie świetnie pasują do dowolnych słonych dodatków, past, jajek, wędlin, mięsa, ryb, pasztetów, warzyw…. Słodsze są już przekąską samą w sobie, ale rewelacyjnie smakują z domowymi przetworami, dżemem, miodem, kremem czekoladowym, świeżymi owocami czy masłem orzechowym. Nie dodawałam do ciasta żadnych ziół, ale myślę, że mały dodatek do słonej wersji – oregano czy suszonych pomidorów mógłby być fajny. Natomiast w wersji na słodko myślałam o dodaniu skórki z pomarańczy, suszonej żurawiny…

 

Mi zajęło kilka prób zanim doszłam do perfekcji, mam nadzieję, że moje wskazówki pomogą Wam szybciej uzyskać pożądany efekt. Popróbujcie parować bułki w różnych garnkach, ewentualnie w różnych kokilkach i sprawdźcie, które naczynia najlepiej nadają się do przygotowania tych bułeczek.

 

Smacznego!!!

 

 

2 komentarze

  • Ela Sierpień 14, 2018 at 6:25 am

    Zrobiłam wczoraj od razu jedną porcję 😄 bułeczki wyszły wspaniałe za pierwszym razem! Są przepyszne i takie puszyste! Robiłam coś podobnego jakiś czas temu, ale sie nie udały. .. Twój przepis jest genialny. Dzisiaj robimy z podwójnej porcji 😊😊 Dziękuję za rewelacyjny przepis i wszystkie wskazówki !

    Reply
    • Eat It Clean Sierpień 14, 2018 at 6:27 am

      Elu, bardzo się cieszę, że wszystko się udało za pierwszym razem! Pozdrawiam serdecznie!

      Reply

Leave a Comment