Kjøttkaker norweskie klopsy (bez jajek, bez nabiału, bez glutenu)

Pulpety, klopsy, klopsiki… Mnóstwo dań w różnych wariantach smakowych z mięsa mielonego. To jest to, co Amerykanie nazwali by meatballs, czyli mięsne kulki.

U nas w Polsce często zamiennie są stosowane nazwy pulpety i klopsy na jedno i to samo i wcale nie jest to błędem, ponieważ w zależności od regionu i domu, różnie pojmuje się te dania. Jednak zwyczajowo nieco się różnią. Pulpety, to małe kuleczki mięsne, przygotowane z mięsa mielonego, najczęściej gotowane i/lub duszone w sosie. Często gotuje się je również w zupie, do której stanowią pewnego rodzaju “mięsną wkładkę”. Nazwa i sposób przygotowania przywędrowała do nas z Włoch, gdzie przygotowuje się Le Polpette w różnych sosach, najbardziej znana wersja, to ta w sosie pomidorowym.

Klopsy również przygotowuje się z mięsa mielonego, z tym, że zazwyczaj klopsy są większe, głównie smażone lub pieczone. Ale tak naprawdę, co dom, to przepis i każdy ma również swoje własne tipy i skille 🙂 Z tego, co pamiętam, nazwa i sposób przyrządzenia przywędrowały do nas z Niemiec. Jednak podobnie jak pulpety, Niemcy przygotowują swoje Klopse w różnych sosach (Soßklopse). Często spotkacie się z nazwą Kochklopse , czyli po prostu gotowane klopsy. Jednak starsza nazwa Königsberger Klopse (mit Sosse), również może być używana, zwłaszcza przez starsze pokolenie. Nazwa odnosi się do Königsberg, pruskiego miasta (Kaliningrad), skąd podobno te klopsiki się wywodzą.

Więc tak naprawdę różnice między klopsami i pulpetami są znikome .

 

W krajach skandynawskich wszystkie “kulki” z mięsa mielonego, to zazwyczaj danie narodowe. I chociaż Skandynawowie doskonale wiedzą, że to wcale nie oni je wymyślili, uważają siebie za pewnego rodzaju kolebkę klopsów. Gdy obce kuchnie napływały na królewskie stoły, ludność nie znała wcale tych potraw. Jednak rozpowszechnienie maszynek do mielenia mięsa sprawiło, że to proste i szybkie danie stało się jednym z ulubionych w Skandynawii również wśród prostej ludności.

W Szwecji zajada się mięsne klopsiki, smażone i/lub pieczone, przygotowane zazwyczaj z mięsa wołowego, zwane köttbullar, pisałam już o nich wcześniej. Ja je przyrządzam (jak większość moich dań mięsnych) z indyka w kremowym sosie (klik).

W Danii je się dosyć często bardzo znane i w Niemczech czy Holandii, mielone klopsy, czy raczej mini kotleciki, frikadeller. Różnica pomiędzy nimi, a szwedzkimi klopsikami jest zasadniczo w rozmiarze (duńskie są o wiele większe, spokojnie mieszczą się w dłoni, a Szwedzkie są w porównaniu miniaturowe). Natomiast główna różnica jest taka, że przyrządza się je z mięsa wieprzowego lub czasami mieszanego (wołowo-wieprzowego), aczkolwiek każdy dom ma swój przepis, każdy gotuje inaczej. Ale tak jest ze wszystkim i wszędzie, prawda? Zapewne Wasza mama robiła najlepszy sernik, albo najlepsze pierogi, a ciocia czy sąsiadka już niekoniecznie takie pyszne…

Norweskim odpowiednikiem szwedzkich köttbullar są kjøttboller – małe mięsne pulpeciki, które przygotowuje się podobnie . Zazwyczaj przyrządza się je w sosie, najczęściej brązowym sosie (Brun saus) przygotowanym na bazie zasmażki z mąki, masła i bazą w postaci bulionu.

Jednak kjøttboller są młodszą wersją najbardziej popularnych w Norwegi, ich narodowych (jak je często nazywają) kjøttkaker , czyli większych klopsów lub, jak być może wielu Polaków by powiedziało, mini kotlecików mielonych. Kjøttkaker są inne, zazwyczaj przyrządzane z mięsa wołowego, ale często z dodatkiem wieprzowiny, a czasami również z cielęciną. Częstym dodatkiem do masy mięsnej jest mleko, co powoduje, że klopsy są wyjątkowo soczyste, miękkie, moim zdaniem (i wszystkich Norwegów, myślę, że bez wyjątku) lepsze od szwedzkich.

Oczywiście Kjøttkaker i brun saus (czyli klopsy w brązowym sosie, lub Kjøttkaker med brun saus, kolpsy z sosem brązowym), to taki must have, który można zjeść wszędzie i pewnie w każdym, a przynajmniej w większości domów. Do tego, podobnie jak w Szwecji, obowiązkowo konfitura z czerwonej borówki, pure ziemniaczane lub gotowane ziemniaki (zwłaszcza latem, gdy są młode), dodatkowo duszona kapusta, dosyć często pure z groszku.

Oprócz sosu brązowego, przygotowuje się często biały sos śmietanowy, ale również i inne jego rodzaje, np. paprykowy, pomidorowy. Jednak sos brązowy, to taki klasyk i myślę, że z nim można spotkać się najczęściej, nie tylko do klopsów czy mniejszych klopsików, ale również pieczeni i wielu innych dań.

Wygoda przygotowania klopsów jest taka, że można łatwo przyrządzić większą ich ilość, a część z nich zamrozić. Wówczas wystarczy przygotować brązowy sos – i w nim odgrzać klopsy. Można je również potem wykorzystać do makaronu, jako dodatek do ryżu lub naleśników. W Norwegii również je się klopsy na sposób włoski z pomidorami, czy przerabia na styl indyjski, dodając po prostu sos w stylu bardziej orientalnym z przyprawami typu garam masala. Bo chociaż Norwedzy, to w moim odczuciu tradycjonaliści, to nie żyją w zamknięciu i lubią tak samo jak my, poznawać nowe smaki i inne kuchnie.

 

 

 

Kjøttkaker

 

  • Ja, jak większość dań, robię Kjøttkaker po swojemu, z mięsa indyka, ale możecie wykorzystać również wołowinę lub cielęcinę
  • Dodaję około 40-50 ml mleka migdałowego na 450 g mięsa, jednak w przypadku wołowiny lub mięsa wołowo-wieprzowego można dodać około 100 ml
  • Jajka nie są wymagane, czasami Norwegowie je dodają, jednak z tego co zauważyłam, dosyć rzadko. Dlatego ja nie dodaję, bo według mnie jajko nie tylko pomaga zlepiać, ale też bardzo usztywnia mięso, przez co wszystkie pulpety, klopsiki, kotleciki są zawsze dosyć ścisłe w środku, co mi nie odpowiada, ja wolę wersję delikatniejszą.
  • Zawsze staram się mieć w domu zamrożony domowy rosół lub bulion (albo zaciągam w słoiki i wekuję). Gdyby jednak tak zdarzyło się, że nie mam, to polecam taki “oszukany bulion na szybko“. Potrzebujemy: 4-5 łyżek suszonych warzyw do rosołu, łyżka suszonej natki pietruszki, łyżeczka suszonego lubczyku, łyżeczka granulowanej cebulki, 1/4 łyżeczki suszonego czosnku, 2-3 ziela angielskie, pieprz, sól, liść laurowy, szczypta kozieradki, łyżeczka oleju. Całość zalewamy około 1,5 szklanki wrzątku, przykrywamy i odstawiamy na około 30-45 minut. Przed użyciem odcedzamy.

 

 

Co potrzebujemy:

około 450-500 g mięsa z udźca indyka

40-50 ml mleka migdałowego

2 łyżki skrobi ziemniaczanej

1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej

1/4 łyżeczki mielonego imbiru

1-2 ziarenka ziela angielskiego  (roztarte w moździerzu)

1 łyżeczka soli

1/2 łyżeczki pieprzu

olej lub masło do smażenia

 

Na sos:

1,5 szklanki bulionu lub rosołu

3 łyżki maki jaglanej

2 łyżki oleju kokosowego stałego (jeżeli jecie masło, to użyjcie je zamiast oleju kokosowego)

odrobina gałki muszkatołowej, soli, pieprzu i granulowanego czosnku (do smaku)

 

 

Co robimy:

Mięso zamrażamy – wówczas klopsy (ale również wszystkie przyrządzane przeze mnie pulpety, kotleciki…) są bardziej soczyste po przyrządzeniu, takie mięso łatwiej się blenduje i formuje w kulki.

Mięso rozmrażamy tak w około 90%. Aby było rozmrożone w delikatną warstwą lodu w środku (w dotyku jest lekko zmrożone). Kroimy je (ja tnę nożyczkami kuchennymi) na mniejsze kawałki i wrzucamy do naczynia blendera. Mielimy na gładką masę. Jeżeli używacie mielone mięso z udźca, to również potraktujcie je blenderem – ma powstać gładka pasta, drobniejsza niż mięso mielone.

Do mięsa dodajemy przyprawy skrobię i wyrabiamy jak ciasto (podobne ruchy jak przy cieście drożdżowym), nie oszczędzamy mu poklepywania, ugniatania, nieco nim rzucamy – im lepiej je wyrobimy, tym będzie smaczniejsze. Dolewamy powoli mleko i zagniatamy. Uważajcie aby masa nie była zbyt płynna, powinna jednak być mocno wilgotna od mleka, a nawet delikatnie luźna.

Przygotowujemy miskę z zimną wodą i przed formowaniem każdego klopsa moczymy w niej dłonie. Staramy się ulepić równej wielkości klopsy (porządna łyżka masy na 1 klopsa lub ciut więcej).

Norweskie klopsy nie są idealnie okrągłe, są lekko owalne, nie muszą być piękne i idealne.

Na patelni rozgrzewamy olej lub masło i smażymy klopsy w zależności od patelni, około 3-4 minuty z każdej strony aż mocno się zarumienią. Odkładamy je na ręcznik papierowy.

Na czystej patelni rozpuszczamy olej kokosowy (lub masło) i dodajemy mąkę, mocno mieszamy kilka minut, aż mąka zbrązowieje. Bardzo powoli dolewamy odrobinę ciepłego bulionu/rosołu i szybko mieszamy żeby nie zrobiły się grudki. Następnie dolewamy strumieniem pozostały bulion. Mieszamy i gotujemy kilka minut. Gdyby w sosie powstały grudki, można go przecedzić przez sitko. Dodajemy do sosu odrobinę pieprzu, gałki, smakujemy i ewentualnie doprawiamy solą i czosnkiem.

Do sosu wkładamy podsmażone klopsy i dusimy je pod przykryciem około 10-15 minut aż będą miękkie i soczyste w środku. Ja po ugotowaniu trzymam je około godzinę w sosie pod przykryciem na patelni, na której się smażyły, wówczas nabierają dodatkowego aromatu. Przed podaniem po prostu podgrzewam je chwilkę.

Podajemy z pure ziemniaczanym lub gotowanymi ziemniaczkami, konfiturą z czerwonej borówki (u mnie bardzo kwaśna, prawie bez dodatku cukru) oraz innymi dodatkami, które wymieniłam nad przepisem.

 

Smacznego!

 

No Comments

Leave a Comment