Konfitura z owoców dzikiej róży

Patrząc na moje ostatnie wpisy na blogu, gdybym sama siebie nie znała, pomyślałabym, że mam obsesję na punkcie róż 😉 Cóż trochę w tym prawdy… Uwielbiam kwiaty, jestem od nich uzależniona kompletnie, zawsze muszę w domu mieć pełne wazony 🙂 Oprócz ich urody, pięknego zapachu, niektóre mogę wykorzystać również w kuchni. Kwiatowe przetwory są cudowne, ich aromat i smak są niepowtarzalne. Do tego jest to taki produkt de lux, ponieważ nie jest łatwo zdobyć dobrej jakości surowiec, niepryskany, z czystych terenów. Ale, jak to się mówi, kto szuka, ten znajdzie!

Najbardziej lubię przetwory z kwiatów i owoców róży, które mają różne właściwości lecznicze, cudowny smak, zapach… Z róży robię cukier różany, przeróżne dżemy, konfitury… Nie robię chyba jedynie wody różanej, ponieważ zazwyczaj mam zbyt mało płatków, które wolę ostatecznie przeznaczyć na przetwory. Wyszukałam dwie fajne firmy, które oferują wodę różaną składającą się z – wody i róż 🙂 , czyli bez dodatków, a do tego obie są baaardzo aromatyczne, pachną nieziemsko, są cudowne jako dodatek do przeróżnych deserów, a oprócz tego używam je do pielęgnacji, co bardzo polecam na urodę 😉 .

 

 

Wracając do konfitury. Jest to zupełnie inny wyrób niż konfitura z płatków róży, która pachnie jak kwiaty. Tutaj czuć, że mamy do czynienia z owocami :), które są niezwykle kwaśne (mega dużo witaminy C!) i warto je mocniej posłodzić niż płatki. Aczkolwiek ja lubię lekko kwaskową konfiturę.

Jeżeli chodzi o witaminę C, to jest mocno stabilna w róży. Sam owoc zawiera jej mnóstwo, papryka, pomarańcza czy cytryna nie dorastają jej do.. płatków. Podczas gotowania strata jest niewielka, jednak warto owoce przepłukać wrzątkiem zaraz po obraniu, co wpłynie na mniejszy ubytek askorbinazy (od 30 do 40 %), jeżeli tego nie zrobimy, to podczas gotowania większość witaminy C niestety zniknie.

 

Konfiturę możemy przygotować z owoców dzikiej róży, zwanej fałdziolistną lub pomarszczoną (widoczna na zdjęciach) oraz z innego gatunku Rosa canina, czyli psiej róży (no ta druga nazwa nie powala), która jest podobna, jej owoce jednak poznacie po wydłużonych owocach. Poszukajcie ryciny w internecie, aby zobaczyć jaka jest różnica.

 

Kiedy zbierać owoce? To zależy. Najwięcej witaminy C mają owoce zebrane w sierpniu, natomiast wielu smakoszy uważa, że najsmaczniejsza jest zebrana w październiku, a nawet w listopadzie, po pierwszych przymrozkach. Owoce można również zamrozić przed wykonaniem konfitury. Moim zdaniem z mrożonych owoców konfiturę robi się dużo trudniej, zwłaszcza, gdy wybierzemy tradycyjną metodę przygotowania z obieraniem owoców, ponieważ rozpadają się w rękach i ciężko je obrać. Jeżeli wybierzecie drugą metodę, to chyba będzie nawet wygodniej użyć tych zamrożonych.

 

 

Co potrzebujemy:

500 g owoców dzikiej róży

150g – 250 g ksylitolu/cukru trzcinowego (jeżeli wolicie słodkie konfitury, to można również użyć proporcji 1:1, czyli 500 g substancji słodzącej)

szklanka wody

odrobina soku z cytryny

 

Przed przystąpieniem do pracy należy ubrać gumowe rękawiczki, ponieważ owoce bardzo farbują, później ryzykujemy efektem żółtych palców przez tydzień 🙂

 

Są dwie metody przygotowania konfitury z owoców dzikiej róży :

 

I Sposób – drylowanie i czyszczenie owoców z nasionek

Ze wszystkich owoców odcinamy końcówki z obu stron, następnie przekrawamy na poł i za pomocą małej łyżeczki usuwamy pestki i włoski. Jest to czynność bardzo żmudna, można wręcz powiedzieć denerwująca, jednak takie ręczne wydrylowanie jest moim zdaniem dokładniejsze, jeżeli jednak macie dobre sitko, to i II sposób będzie ok. Efekt tak na prawdę jest podobny.

Wydrylowane owoce należy przepłukać pod zimną wodą, następnie w celu zachowania dużej ilości witaminy C musimy owoce sparzyć.

Upewniamy się, że w środku nie zostały żadne pestki.

Następnie przygotowujemy syrop, w którym będą się gotować owoce róży. Do garnka nalewamy wodę i dodajemy wybrane słodzidło, zagotowujemy. Najlepiej pogotować nieco tą mieszankę, aż zacznie lekko gęstnięć.

Do wrzącego syropu wrzucamy owoce i dodajemy sok z cytryny, gotujemy tak długo, aż owoce będą miękkie. Odszumowujemy co jakiś czas. Następnie miękkie owoce przecieramy przez sito. Ponownie zagotowujemy. Można odparować całość – wówczas otrzymamy gęstą, wręcz kleista konfiturę (jak na zdjęciach). Dodatkowo – im więcej cukru czy ksylitolu, tym konfitura zgęstnieje mocniej.

Do konfitury możecie pod koniec dodać również pektynę jabłkową, ja nie dodaję, ale pomaga osiągnąć mocno gęstą konfiturę. Jeżeli zdecydujecie się na jej dodatek, to przynajmniej wybierzcie taką naturalną z jabłek.

Konfiturę przelewamy do wyparzonych słoiczków, zakręcamy, następnie pasteryzujemy.

Cukier lub ksylitol chronią przed zepsuciem, jednak aby konfitura została nam na zimę w nienaruszonym stanie, koniecznie zapasteryzujcie!

 

II Sposób – przecier z ugotowanych owoców

Całe owoce (oczyszczone z końcówek) zalewamy wodą i gotujemy około 30-40 minut. Po tym czasie odcedzamy owoce i przecieramy je przez bardzo drobne sito. Jeżeli używacie mrożonych owoców, to można je gotować krócej, ponieważ są miększe.

Do przetartej masy dodajemy wybrane słodzidło i sok z cytryny. Gotujemy około 20 minut, aż konfitura zacznie gęstnieć.

Dalej postępujemy jak w sposobie I – przekładamy do wyparzonych słoików i pasteryzujemy.

Wiem, że dla wielu osób sama obecność cukru lub ksylitolu wystarczy, jednak uważam, że to za mało, zawsze ryzykujemy, że jednak coś spleśnieje. Ja dla bezpieczeństwa jednak pasteryzuję zawsze moje przetwory.

 

Smacznego!!!

 

 

 

No Comments

Leave a Comment