Paszteciki z mięsem z indyka (bez glutenu, bez jajek, bez nabiału, bez masła)

Uwielbiam zupy 🙂 wszelakie! Nasze rodzime, pomidorową, barszcz, rosół, ale również te bardziej “egzotyczne”. Czasem napakowana warzywami i mięsem zupa jest tak treściwa, że nie potrzeba już nic dodatkowego. Zasadniczo nie jem makaronu, od czasu do czasu, a nawet rzadziej, kupuję swój ulubiony sprawdzony jaglany lub gryczany, są bardzo smaczne, ale odkąd nie jem glutenu (a trwa to już wiele wiele lat), jakoś nie tęsknię za smakiem makaronu. Moim zastępstwem jest makaron z cukinii, albo po prostu jem dania związane z makaronem, po prostu bez niego, bolognese jem z surówką, zupę zazwyczaj solo albo z kopytkami z kaszy jaglanej (klik), zapiekanki robię z samych warzyw i mięsa…

Jednak są zupy, do których jakaś wkładka by się przydała. Moją ukochaną zupą jest rosół. Najbardziej lubię ten przygotowany na mięsie z indyka. A już pełnia szczęścia jest wiosną i latem, gdy na ryneczku mogę kupić świeże młode warzywa. Te delikatne maleństwa, nie dość, że są zdrowe, to jeszcze nadają zupie cudowny smak! Oczywiście mięsko ugotowane stanowi już fajne uzupełnienie. Jednak aby urozmaicić sobie życie czasami część mięsa przerabiam na paszteciki 🙂 Bardzo proste i bez wszystkich zakazanych składników jak masło czy gluten. Robię różne wersje z jajkami i bez. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać te “bez”.

Samo ciasto przypomina nieco ciasto, które użyłam do wyrobu kruchych rogalików (klik), ale nie jest słodkie i proporcje mąk są inne, ponieważ tutaj musi być nieco inna konsystencja ciasta.

Ciasto jest plastyczne, fajnie się lepi paszteciki. Do tego jest bardzo smaczne i delikatne.

Jako nadzienie stosuję recycling mięsa po rosole 🙂

 

 

Co potrzebujemy na nadzienie:

Mięso z rosołu (u mnie pierś z indyka o wadze około 700 g, może być również udziec, nóżka lub skrzydełko)

3-5 łyżek rosołu

mały kawałek marchewki z rosołu oraz mały kawałek ugotowanego selera (przy młodych warzywach ciężko o większe kawałki 😉 )

sporo czosnku suszonego, suszony tymianek, sól, pieprz, odrobina majeranku, gałka muszkatołowa, suszona natka pietruszki

 

Mięso blendujemy z warzywami i przyprawami, dodajemy również odrobinę rosołu, aby lepiej się wszystko mieliło. Nadzienie ma wyjść sztywne, aby nie rozpadało się w pasztecikach.

No i z nadzieniem właściwie to już wszystko :).

Naturalnie, jeżeli gotujecie rosół na innym mięsie niż indyk, to również możecie wszystko zrobić dokładnie tak samo.

 

 

Co potrzebujemy na ciasto:

1/2 szklanki mąki jaglanej (u mnie “Grano” bez goryczki)*

1/2 szklanki mąki gryczanej białej (u mnie “Eko Wital” bez gryczanego posmaku)*

1/4 szklanki bezglutenowej mąki owsianej (u mnie Provena)*

2 łyżki skrobi z tapioki (u mnie Bio Planet, moim zdaniem jest najbardziej plastyczna)*

3/4 łyżeczki soli

2 łyżki płynnego oleju

4 łyżki musu/puree z jabłek (u mnie Fruttimuss ‘Agrovita’, jest bardzo gęsty i nie ma dodatku soku z jabłek, możecie użyć również gęste domowe  puree z jabłek, inny mus może powodować zbyt “luźne” ciasto)

2-3 łyżki mleka migdałowego

+do wysmarowania wierzchu: 1 łyżka mleka migdałowego + 1 łyżka oleju

 

*** Uprzedzając pytania jakie inne mąki zastosować… Przyznam, że gdy stworzę przepis, to się go trzymam. Nie próbowałam robić tej wersji pasztecików z innymi mąkami. Jeżeli nie możecie jeść bezglutenowego owsa, myślę, że można jego cześć zamienić na mąkę gryczaną i jaglaną. Jeżeli gryka nie wchodzi w grę, można ją zastąpić mąką owsianą. W mojej kuchni nie ma strączków, mąk z nich również nie, jednak wiem, że sporo osób zamienia z powodzeniem mąkę gryczaną na mąkę z cieciorki. Zamiast jaglanej powinno się sprawdzić połączenie ryżowej i tapioki lub drobna mąka z sorgo. Skrobię z tapioki można zamienić na skrobię ziemniaczaną.

 

Co robimy:

Z podanych składników zagniatamy plastyczne ciasto. W razie potrzeby dolewamy więcej mleka migdałowego. Ma nam wyjść lekko lepiące ciasto, ale plastyczne, dające się uformować w kulę. Zawijamy je w folię i chowamy na godzinkę do lodówki. Aby zaoszczędzić czas, polecam przygotować je w czasie, gdy gotuje się rosół.

Po tym czasie wyciągamy ciasto z lodówki. Dzielimy je na dwie części. Przygotowujemy sobie dwa arkusze papieru do pieczenia, pomiędzy którymi będziemy wałkować ciasto. Podsypujemy ciasto obficie skrobią z tapioki. Wałkujemy starając się utworzyć kształt prostokąta. Ciasto ma mieć grubość około 3 mm. Docinamy krawędź, żeby była równa i w odległości i około 4 cm od krawędzi nakładamy wałek z przygotowanego farszu, również o szerokości około 4 cm. Pozostawiony brzeg zawijamy na farsz. Możemy pomóc sobie nożem, aczkolwiek u mnie ciasto pięknie współpracuje. Najpierw zakładamy na górę to co zostało do krawędzi i następnie całość przerzucamy do przodu w kierunku dalszej części ciasta. Powstanie wałeczek, który musimy odciąć od reszty nożem. Takiego “węża” kroimy na paszteciki, wielkość zależy od Was, polecam około 4-6 cm. Paszteciki przenosimy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Czynność powtarzamy do wyczerpania ciasta. Gdy już mamy na blasze wszystkie paszteciki, smarujemy je z wierzchu mieszanką oleju i mleka migdałowego.

Jeżeli chcecie możecie obsypać paszteciki z wierzchu sezamem, makiem, czarnuszką, kminkiem lub ziołami.

Blachę wraz z pasztecikami chowamy do lodówki na minimum godzinę.

Po tym czasie wyciągamy blachę z lodówki. Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni. Wstawiamy blachę z pasztecikami i pieczemy całość około 20 minut lub odrobinę dłużej, jeżeli chcecie otrzymać mocno chrupiące ciasto.

Wyciągamy blachę z piekarnika, zsuwamy paszteciki razem z papierem, na którym się piekły i studzimy.

Przechowujemy w szczelnie zamkniętym pojemniku, przed jedzeniem można je podgrzać albo jeść na zimno, w obu wersjach są fantastyczne.

 

PORADA: Zazwyczaj rosół gotuję na sporej ilości mięsa, często nadzienia jest więcej. Jeżeli zostanie, to dodaję do niego jeszcze kilka łyżek rosołu, mieszam, ewentualnie dodatkowo doprawiam. Mój rosół jest mocno przyprawiony, więc już nie muszę zbytnio przesadzać z przyprawami przy mięsie. Takie zblendowane mięso umieszczam w kokilkach i piekę około 40 minut. Czyli połowę czasu z pasztecikami i drugie tyle już bez nich. Mam za jednym razem zupę (którą w sumie mogę szybko przerobić również na inną), paszteciki i pasztet :). Fajnie prawda? Zawsze staram się za jednym razem zrobić maximum rzeczy. Pełen recycling 😉

 

Smacznego!

No Comments

Leave a Comment