Pikantne zrazy z cielęciny

Zrazy z cielęciny przygotowuję praktycznie tak samo jak te z wołowiny, z tym, że cielęcina jest po prostu smaczniejsza i delikatniejsza. Przyrządzam je dokładnie tak, jak robiła to zawsze moja mama, używam praktycznie tych samych składników, poza słoniną, ponieważ wieprzowinę jem jedynie w postaci szynki parmeńskiej lub innej dojrzewającej i to bardzo rzadko. Tłuszczu wieprzowego również nie używam, kiedyś napisze Wam czemu… Natomiast cała reszta, to wszystko to, czego nauczyła mnie wiele lat temu mama 🙂

 

Kilka wskazówek:

Zrazy aby były idealnie kruche, tak kruche, że nie potrzeba używać nawet noża, należy dokładnie przygotować przed pieczeniem, a mianowicie porządnie rozklepać tłuczkiem. Muszą być mocno rozbite, bardzo cienkie. Każdy kawałek musi przynajmniej podwoić swoją wielkość po rozbiciu. Wówczas mięso jest idealne.

Odpowiedni czas pieczenia, podlewanie gorącą wodą, to kolejne wskazówki, które należy zapamiętać przy przyrządzaniu tego dania.

Ważne jest również to, jakiego mięsa używacie. Musi być przede wszystkim bardzo, bardzo świeże. Dobrze jest je przed przyrządzeniem zamrozić, co również wpływa na kruchość zrazów. Dodatkowo polecam szastnąć się na mięso ekologiczne. Owszem cielęcina z hodowli ekologicznej jest bardzo droga, ale nikt nie każe Wam zjeść kilograma zrazów, do tego lepiej jest kupić rzadziej, a lepszej jakości, a dobrej jakości mięso, to lepszy smak i lepsze zdrowie. Oczywiście, dobrej jakości cielęcina może być i nieekologiczna, ale o taką trudniej.

Sposobów na przygotowanie zrazów jest sporo. Są zrazy duszone (bardzo nie lubię), są pieczone (uwielbiam). Zestawy przypraw i dodatków również są różnorodne. U mnie w domu nikt nigdy nie tolerował dodatku musztardy do zrazów, bardzo zmienia smak, więc nigdy jej u mnie nie ma w żadnych roladkach. Nasz zestaw dodatków jest krótki i prosty, ale uwierzcie najlepszy!

Smak jest po prostu idealny, a dla mnie ten smak, obok gęsiny i dziczyzny, to smak dzieciństwa. Mam nadzieję, że zasmakuje Wam równie mocno jak nam.

Danie proponuję przygotować na specjalne okazje, święta, ale również na co dzień.

 

 

Pikantne zrazy z cielęciny

 

Co potrzebujemy:

2-3 sznycle cielęce (najlepiej z hodowli ekologicznej lub od zaufanego hodowcy)

1 średniej wielkości cebulka

2-3 domowe ogórki marynowane/konserwowe bez cukru (lub przynajmniej takie z dobrym składem)

sól, pieprz, czerwona papryka mielona

olej kokosowy

 

Co robimy:

Mięso wołowe czy cielęce zawsze mrożę przed przygotowaniem na 1-2 tygodnie, ponieważ wówczas mięso jest jeszcze bardziej kruche.

Cebulę kroję w piórka, ogórki na ćwiartki.

Mięso rozmrażam i kroję sznycle na pół. Każdą połówkę dokładnie rozbijam tłuczkiem do mięsa. Na wierzch kładę kawałek folii spożywczej aby mięso nie pryskało po całej kuchni. Zawsze rozbijamy mięso od środka do zewnątrz, ponownie “wracamy” na środek i rozbijamy do zewnątrz i tak aż osiągniemy odpowiednią grubość mięsa. Rozbijam je z obu stron po 2-3 razy, bardzo bardzo cienko. Zawsze śmieję się, że mam pergamin, ale im cieniej i lepiej rozbite mięso, tym zrazy są bardziej kruche, uważamy jednak aby nie podziurawić kawałków mięsa.

Każdy płat posypujemy solą, obficie pieprzem (ja daję go bardzo dużo, ponieważ uwielbiam mięso z bardzo dużą ilością pieprzu), posypujemy czerwoną papryką. Układamy po 2 małe kawałki cebuli i 2 ćwiartki ogórka, dodatkowo na każdy kawałek układam porządną łyżeczkę oleju kokosowego (lekko go rozkruszam). Zawijamy zrazy, formujemy roladki i zawiązujemy je dokładnie bawełnianą nitką lub specjalną nicią kuchenną.

Tak przygotowane zrazy układamy w naczyniu żaroodpornym (z przykrywką), na wierzchu układamy wiórki oleju kokosowego (porządna łyżka), posypujemy resztą cebuli i dolewamy ciepłą wodę, dosłownie kilka łyżek.

Tak przygotowane mięso wstawiamy pod przykryciem na blachę, na drugi poziom od dołu do nagrzanego na 180 stopni piekarnika. Całkowity czas pieczenia wynosi od 2,5 – 3 godzin. Po około 40 minutach przekładamy roladki na drugą stronę, dolewamy kilka łyżek gorącej wody, nakrywamy i pieczemy dalej. Tak powinniśmy przekładać mięso około 5-6 razy w ciągu całego czasu pieczenia, za każdym razem dolewając na dno naczynia odrobinę bardzo gorącej wody. Ciężko powiedzieć z jaką częstotliwością, po prostu musimy obserwować mięso, gdy mocno się rumieni i gdy zaczyna brakować płynu na dnie naczynia, obracamy mięso i uzupełniamy niewielką ilością płynu. Na około 30 minut przed końcem odkrywam mięso, rumienię z obu stron. Ewentualnie smakuję sos i dosalam.

Zrazy przed podaniem muszą być pozbawione nitek. Można je zjeść z kopytkami, kluskami śląskimi, kaszą gryczaną, z grzybkami duszonymi lub marynowanymi, ogórkami konserwowymi lub kiszonymi… Ja akurat takie mięso lubię najbardziej jeść z dodatkiem warzyw w postaci kapusty duszonej, zasmażanych buraczków, domowych buraczków z octem i pieprzem… Naturalnie dobór dodatków zostawiam Wam 🙂

Smacznego!

 

No Comments

Leave a Comment