Świąteczne ciasteczka Linzer (bez glutenu, bez mleka, bez jajek)

Przepyszne austriackie ciasteczka Linzer są miniaturą jednego z najstarszych tortów (Linzer Torte) znanych w cukiernictwie. Jest kilka wersji tych ciasteczek, są i orzechowe lub migdałowe, są i klasyczne – na zwykłej mące. Zazwyczaj dodaje się do nich jakiś dodatek smakowy- wanilię, cynamon, przyprawy korzenne czy skórkę z pomarańczy lub cytryny. Są przyjemnie kruche, ale nie twarde! Zawsze z witrażykiem, wypełnione marmoladą, konfiturą lub innymi owocowymi przetworami, chociaż znane są i wersje z czekoladą, a w dzisiejszych czasach przyrządza się i je z innymi dodatkami. Wierch zazwyczaj oprósza się cukrem pudrem.

 

Moje Linzer są przyjemnie kruche, ale jednocześnie miękkie, delikatne, bardzo neutralne w smaku, dzięki czemu wyróżniony może tutaj być smak wybranej przez nas konfitury (w okresie świątecznym zazwyczaj stosuje się te czerwone), a słodycz możemy uzupełnić sobie dodatkiem obowiązkowej warstwy pudru (który naturalnie może być wykonany z dowolnego słodzidła).

 

Ciasteczka są bardzo proste w przygotowaniu, nigdy nie zdarzyło mi się aby coś nie wyszło, jednak na wszelki wypadek podam Wam kilka porad (jak zawsze 😉 ) aby wszystko poszło sprawnie i wyszły Wam ładne, kształtne ciasteczka. Muszę się jednak przyznać, że zanim doszłam do perfekcji w przepisie, pokonałam kilka prób, albo prób i błędów, aż uzyskałam taką konsystencję jaką chciałam, ciasteczka nie zmieniały kształtu podczas pieczenia, nie rozlewały się na boki, nie były suche, twarde… Do dzieła 🙂 bo gdy mamy już idealne proporcje, sprawa jest banalnie prosta!

 

 

Ciasteczka Linzer

 

Co potrzebujemy:

(szklanka = 240 ml, łyżka =15 ml)

1 szklanka mąki jaglanej (Grano)

1/2 szklanki mąki ryżowej (Balviten)

1/2 szklanki skrobi ziemniaczanej (Bio Planet)

1/4 szklanki skrobi z tapioki (Bio Planet)

łyżeczka domowego “cukru” waniliowego z dowolnego słodzidła

1/3 łyżeczki soli

1/2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia z sodą i kamieniem winnym

5 łyżek oleju kokosowego (3/8 szklanki)

80 ml mleka kokosowego rzadkiego z kartonika (Eco Mil bez cukru)

1 łyżeczka żelatyny

1/2 szklanki cukru trzcinowego (można użyć erytrytolu)

opcjonalnie kilka kropli ekstraktu z wanilii 100%

ewentualnie 1-2 łyżeczki syropu klonowego (gdyby ciasto było zbyt suche)

do nadzienia – kilka łyżek konfitury/marmolady lub inne gęste przetwory owocowe bez pestek, ja użyłam konfiturę z tego przepisu

“cukier puder” z dowolnego słodzidła (erytrytol, ksylitol…) do dekoracji

 

Co robimy krok po kroku:

Do miski przesiewamy mąki, dodajemy proszek do pieczenia, sól oraz “cukier” waniliowy. Mieszamy i odstawiamy na bok.

Cukier oraz żelatynę mielimy w młynku na proszek.

Olej podgrzewamy do rozpuszczenia. Do ciepłego dodajemy mleko kokosowe, ekstrakt waniliowy oraz cukier z żelatyną. Mieszamy bardzo dokładnie aż całość będzie jednolita bez grudek.

Mieszankę dodajemy do miski z mąkami. Mieszamy wszystko najpierw łyżką, następnie wyrabiamy rekami jednolite, nieco lepkie ciasto. Zawijamy je w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na około 10 do 15 minut.

W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 170 stopni, a blachę wykładamy papierem do pieczenia.

Wyjmujemy ciasto z lodówki i odkrawamy około 1/3, resztę zawijamy z powrotem w folię.

Przygotowujemy dwa większe kawałki folii spożywczej – pomiędzy nimi będziemy wałkować ciasto na stolnicy.

Ciasto wałkujemy na grubość około 5-6 mm. Taka grubość jest najbardziej optymalna. Wycinamy dowolne kształty. Połowa ciastek ma być “cała”, a połowa z dziurką, gwiazdką czy innym wzorkiem po środku.

Moja rada – wytnijcie najpierw wszystkie kształty bez pustego środka – tak łatwiej przenosi się ciastka z folii na blachę, wycinajcie te środkowe części dopiero na blasze, chyba, że posiadacie pasujące do siebie foremki (górne i dolne, gdzie górna już ma “wmontowaną” środkową część tnącą). Przy przenoszeniu dobrze jest posłużyć się szerokim nożem lub łopatką do ciasta, aby “po drodze” nie popsuć ciastek. Dodatkowo radzę Wam po wycięciu kształtów, nie wyjmować ciastek z całości, a najpierw delikatnie odciągnąć nożem od nich wolne brzegi i dopiero podważać ciastka i wówczas przenosić na blachę.

Jeżeli ciasto podczas ponownego wałkowania zacznie się nieco kruszyć, dobrze jest dodać nieco syropu klonowego (ciemny czy jasny, nie ma to znaczenia) i ponownie zagnieść ciasto. Nie przesadzajcie jednak z ilością, lepiej jest dodać za mało niż za dużo 🙂 Gdyby jednak się “chlusnęło”, to można podsypać skrobią z tapioki i znowu zagnieść.

Ciasteczka nie rosną bardzo, jednak zachowujemy odstępy między nimi. Pieczemy je na środkowym poziomie piekarnika około 7 minut. Po tym czasie uchylamy drzwiczki i trzymamy je jeszcze około 15-30 sekund. Wyjmujemy i nie ściągamy od razu z blachy, odczekujemy 2-3 minuty i możemy je już zdjąć i studzić.

Mi z tej porcji wyszły 2 blachy ciastek.

Po ostudzeniu możemy je składać w całość.

Górne części ciastek obficie obsypujemy pudrem z dowolnego słodzidła. Podgrzewamy nieco konfiturę, ale tylko odrobinę, aby nie była zbyt płynna. Ja zazwyczaj podgrzewam 1/3 konfitury, a do ciepłej dodaję resztę i dokładnie mieszam, wówczas otrzymuję najbardziej optymalną temperaturę i konsystencję, jednak zależy to od rodzaju konfitury, który się używa.

Nakładamy na spodnie części ciastek nieco konfitury (głównie na środek), nie za dużo, ponieważ przy sklejaniu wypłynie bokiem. Nakładamy górne ciasteczko i lekko dociskamy. Po kilku minutach, gdy konfitura zacznie stygnąć i tężeć ciasteczka powinny się skleić.

Możemy je jeść od razu po wystudzeniu nadzienia, a pozostałości przechowujemy w szczelnym pojemniku.

 

Smacznego!

 

No Comments

Leave a Comment