Wegańskie bezglutenowe pierniczki a’la Lebkuchen

Wszystko zaczęło się od próby zrobienia pierniczków typu Lebkuchen… Zaczęłam przerabiać oryginalne przepisy, coś tam dodałam, coś zmieniłam i wyszły mi cudowne pierniczki. Czy podobne do Lebkuchen? Trochę inne, ale nieskromnie mówiąc, chyba wyszło mi coś mega przepysznego!

Uwielbiam przerabiać przepisy tradycyjne na nowe, dostosowane do wymogów mojej kuchni. Jednak dziwnie się czuję zmieniając przepis, który sięga XIII wieku, trochę taka profanacja 🙂 Tak stary przepis nosi w sobie pewnego rodzaju sacrum, a ja biorę i zmieniam i jeszcze mam czelność mówić, że to samo tylko zmienione 😉 Największą profanacją jest fakt, że to tak zwane pierniki miodowe… Ja ten główny składnik zastąpiłam syropem klonowym, mąkę różnymi mąkami bezglutenowymi, masło olejem kokosowym…

Ja widziałam mnóstwo oryginalnych przepisów i z całą stanowczością robię je odrobinę inaczej, ale proces musi się różnić ze względu na zastosowanie zupełnie innych składników. Właściwie, to robię je w dosyć dziwny sposób, ale próbowałam wielu przepisów na bezglutenowe Lebkuchen , bez użycia masła i z moimi mąkami nigdy mi nie wychodziły. Postanowiłam zakasać rękawy i zrobić wszystko zupełnie inaczej. Metodą prób i błędów wyszedł dosyć osobliwy sposób przygotowywania. Ale liczy się efekt końcowy.

 

 

Pierniczki wychodzą miękkie, lekko ciągnące w środku. Pierwszego dnia są cudowne, lekko chrupiące z zewnątrz i mięciutkie wręcz rozpływające się w środku. Następnego dnia delikatnie miękną przypominając już bardziej Lebkuchen, ten proces “przypominający” narasta z każdym dniem, ale zazwyczaj zjadamy je bardzo szybko, bo są tak pyszne! Po 4-5 dniach stają się bardziej podobne do oryginału, jednak nawet ja nie jestem w stanie czekać, wołają mnie z puszki….

 

 

Co potrzebujemy:

Do odmierzania składników użyłam miarki 1/8 szklanki=30 ml (mira US), czyli szklanka =240ml. Jeżeli nie macie takiej samej miarki użyjcie innej z podziałką na ml i dostosujcie adekwatnie podane ilości.

 

1/4 szklanki miękkiego oleju kokosowego (2 miarki)

8 łyżek płynnego oleju kokosowego do wyrabiania

3/8 szklanki syropu klonowego (3 miarki)

2 łyżki syropu klonowego do wyrabiania

3/8 szklanki skrobi z tapioki (3 miarki)

1/4 szklanki mąki kasztanowej (2 miarki); u mnie Incola

1/4 szklanki mąki gryczanej białej (2 miarki); u mnie Ekowital – chyba najmniej gryczana w smaku ze wszystkich

1/8 szklanki mąki owsianej bezglutenowej (1 miarka); u mnie Provena

1/4 szklanki mąki z chufa (2 miarki); dostępna tutaj

1/2 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia

1/3 łyżeczki sody

1/2 łyżeczki imbiru mielonego

1,5 łyżeczki cynamonu

po około 1/4 łyżeczki: mielonych goździków, gałki muszkatołowej, mielonego anyżu, pieprzu

1/2 łyżeczki ulubionej mieszanki do piernika (można też po prostu zwiększyć ilość innych przypraw)

skórka starta z 1 mniejszej pomarańczy plus odrobina z cytryny

Na drugi dzień: 6 łyżek rzadkiego mleka kokosowego

 

Co robimy:

Olej ogrzewamy, najlepiej włożyć słoik do miski z gorącą wodą. Olej ma być miękki, ale ma mieć stałą, nieprzezroczystą konsystencję. Odmierzamy około 60ml – czyli 2 miarki jak wyżej. Olej umieszczamy w rondelku i dodajemy 3 miarki (90ml) syropu klonowego. Podgrzewamy mieszankę i doprowadzamy do wrzenia, po czym delikatnie zmniejszamy ogień tak, aby zawartość garnka lekko skwierczała  gotujemy około 1-2 minut.

Odstawiamy i w tym czasie zawartość garnka delikatnie przestygnie.

Mąki przesiewamy, dodajemy wszystkie przyprawy, sodę, proszek do pieczenia. Wszystko dokładnie mieszamy. Skórkę z pomarańczy i z cytryny (można pominąć, ja daję i to i to) ścieramy bezpośrednio na suche składniki.

Pozostały olej mocniej podgrzewamy aby stał się płynny.

Następnie mieszamy olej i syrop w garnku aby bardziej się połączyły. Wlewamy tą ciepłą mieszankę do mąk i mieszamy najpierw łyżką, następnie rękoma. Ugniatamy kulę, która jest odrobinę mało elastyczna. Dodajemy po łyżce płynny olej i wgniatamy go w ciasto, mi wychodzi około 8 łyżek – ile ciasto weźmie, następnie dodajemy 1-2 łyżki syropu klonowego i podobnie ugniatamy ciasto – my być delikatnie lepkie. Zawijamy kulę z ciasta w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na całą noc.

Rano wyjmujemy ciasto na około pół godziny, godzinę. Następnie dzielimy ciasto na kawałki i ugniatamy chwilkę każdy z nich, rozkruszając pomiędzy palcami. Powstanie jakby piaskowa kruszonka. Dodajemy po łyżce mleko kokosowe i ugniatamy, ma powstać mokra lepiąca się do rąk bryła. Ja zazwyczaj daję 5-6 łyżek. Ciasto umieszczamy (np w stalowej misce) w zamrażalniku na około 30 minut.

Piekarnik nagrzewamy na 170 stopni. Przygotowujemy blachę z papierem do pieczenia.

Ciasto lekko stwardnieje, jednak przy lepieniu będzie się kleić do rąk, ale spokojnie można formować kulki.

Z ciasta odrywamy kawałki, około 1 do 1,5 łyżki na jedno ciastko. Ugniatamy każdy kawałeczek chwilkę w dłoniach, po czym formujemy kulkę i spłaszczamy ją delikatnie. Postępujemy tak do wyczerpania ciasta. Układamy ciastka w sporych odstępach, ponieważ bardzo rosną. Pieczemy je około 12 minut. Wyciągamy blachę i ściągamy pierniczki razem z papierem. Pozwalamy im troszkę wystygnąć zanim polukrujemy, można je również oblać czekoladą lub zostawić bez dodatków.

Na początku pierniczki są miękkie. Po kilku chwili stwardnieją, są chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku. Po kilku dniach będą miękkie jak Lebkuchen.

 

OPCJE:

  • Możecie zamiast syropu dodać również miodu -tak jest w oryginalnych przepisach. Ja chciałam wegańską opcję.
  • Zamiast oleju świetnie sprawdzi się masło jeżeli je jecie. Ja nie jem. Ilość prawdopodobnie będzie trzeba odrobinkę zmienić.
  • Pierniki, jak pisałam wyżej, można polukrować i tutaj możecie użyć dowolnego słodzidła skrystalizowanego (cukier trzcinowy, kokosowy, erytrytol) zmielonego w młynku na puder oraz wody, mleka kokosowego/migdałowego lub soku z cytryny/pomarańczy. Dodając mniej płynu otrzymacie gęsty i nieprzezroczysty lukier, dodając więcej – mocno przezroczysty, taki do muśnięcia cienką warstwą lukru.
  • Pierniczki można również oblać roztopioną gorzką czekoladą (podgrzaną w kąpieli wodnej, najlepiej z małym dodatkiem oleju kokosowego dla lepszej konsystencji).

 

No Comments

Leave a Comment

Secured By miniOrange